środa, 30 września 2009

Plum...

Nareszcie dostęp do komputera. Przeprowadzka i wyjazdy mnie wykończyły. Końcówka wrzesnia jest okrutna.  Dobrze, że inauguracja i integracja już zaliczona. Teraz do końca tygodnia spokój a potem mały wyjazd. Jutro wyprodukuje lepszą notkę a teraz czas spać..

Nie myslę..

czwartek, 24 września 2009

Aaa..

...ratunku! Romantycznosc mi się włączyła przed chwilą o.O F*ck poczułam to. To przez ten kawałek: Ne-yo - Mad . Brzydka piosenka, a fe! Heroinka nie może czuć się jak uczuciowy flak.  Zmieniamy playlistę i juz po pokoju rozchodzi się wokal BMTH.. o tak.. lubię kiedy jest we mnie tyle romantycznosci co w dopiero co opróżnionym toi-toiu.


Tadam tadam koniec notki ^^

wtorek, 22 września 2009

Nieodparta pokusa...

.. by zatańczyć. Co za dzień. Ciągle chodzą za mną piękne, melodyjne rytmy prosto z Kuby. Ogarnęła mnie dziwna chęć na to by pląsać po parkiecie tańcząc hiszpańskie Bolero kiedy w tle leci El beso del final..

Miło się tak rozmarzyć..

... czas wracać do pracy..

Koniec bajki..

..Oigo una voz que se onde en mi
Que me vuelve a repetir
Lo que no quiero oir...

poniedziałek, 21 września 2009

Czy jestem..

... człowiekiem starej daty?
Ostatnio mam mały problem z upilnowaniem telefonu. Ciągle o nim zapominam, ciągle go gubię a potem stawiam na nogi cały dom i rozpoczynam poszukiwania. Gdzie go już zostawiłam? W lodówce, pod łóżkiem, w koszyku z owocami, w kosmetyczce, w miejscach publicznych to norma.. na szczęście zawsze jest ze mną ktoś ogarnięty, kto przypomina mi o pozostawionej przeze mnie zgubie.
Przez to oczywicie nie odbieram, kiedy dzwoni, albo odczytuje wiadomości tekstowe z opóźnieniem, a następnie zapominam że wypadałoby odpisać.. i tak niektórzy próbuja się do mnie dodzwonić przez, powiedzmy kilka dni, póki nie straca cierpliwości i nie złożą mi wizyty osobiście..
Zaprawdę dziwnie rozkojarzona ostatnio bywam..

BTW właśnie odczułam, że moja romantycznośc ulotniła się ze mnie całkowicie. Jestem totalnie nieodpowiednim obiektem, w którym można ulokować uczucia. Chyba czas napisać to sobie na kartce, a potem przykleić takową do czoła, zeby była widoczna już z większej odległości.

Październik się zbliża... czas zacząć pracować nad spełnianiem własnych marzeń...

Pizza, Martini, Pantera, szczurek i kaczuszki...

I kolejny weekend, w bajkowym świecie bez problemów, dobiegł końca. Kolejny poniedziałek kiedy trzeba wrócić do rzeczywistości, kiedy wypada stawić się w pracy, kiedy nalezy wstać rano z myślą ile zleceń trzeba zrealizować.
Pocieszam się tym, że został mi ostatni tydzień bawienia się w wypełnianie obowiązków. Październik sie zbliza, a z tym czas kiedy trzeba iść na zajęcia i zacząć walkę z samą sobą, o to, by nie rzucić podręczników w kąt, w kryzysowych sytuacjach.
Czuje, że zblizający się nieuchronnie miesiąc będzie prawdziwym wyścigiem... tyle spraw na głowie, tyle zadań do zrealizowania... Trzeba się zmobilizować i wytrzymać ten bieg.

Do startu...
Gotowa?

cdn.

środa, 16 września 2009

Kamień..

z serca.. czasem trzeba się zdobyć na odwagę i szczerość. Z duma przyznaje, ze mi się udało przez co znów uśmiech zawitał na mej twarzy. Nie wiem czego się bałam ale byłam w błędzie. Teraz tylko pozostało czekać na rozwój sytuacji;)

Nał wracam do tego co obiecałam zrobić - ołówek w rękę i rysujemy pannę Awangardę.

BTW trzy dni i trzy nowe posty.. to dziwne bo wcześniej nie miałam pojęcia co tu mogę natworzyć. Chociaż i tak nikt tego nie czyta.

Wróce niedługo.. Tak sądzę..

wtorek, 15 września 2009

Mydlenie oczu...

...wtłacza w człowieka podły nastrój...



Zamykanie się w sobie nie pomaga rozwiązać problemów. Chyba trzeba zebrać odwagę i stawić czoła pewnym sprawom wymagającym w końcu rozwiązania.
Tchórzę..

poniedziałek, 14 września 2009

Kolory..

tracą swoją barwę kiedy wraca się do rzeczywistości.. jednak przez dwa ostatnie dni było tak kolorowo jak w bajkowym świecie. Mazurskie jeziora i pewna osoba sprawiły, że przez te 36 godzin życia codziennego zapomniało się o wszystkim co dręczyło, męczyło i wkurzało. Ten spacer nad jezioro i w południe, i wieczorem, i rano, ten filmowy maraton i wojna na poduszki, ta serowa pizza i te obolałe ciało po misji "łaskocz do upadłego", składanie toreb papierowych, martini z lodem i robienie węzłów na sznurze...

And the black keys never looked so beautiful
And a perfect rainbow never seemed so dull
And the lights out never had this bright of glow...

BTW trzeba ogarnąć teraźniejszość i zastanowić się nad sensem pewnych spraw.Może nie warto czegoś ciągnąć wbrew sobie... a może to tylko dziwna blokada, która powinno sie w końcu przełamać? Nie lubię niedomówień, a ostatnio moje życie kręci się tylko wokół tego, żeby nie zrobić komuś przykrości...