Wiem, powinnam to olać, powinnam machnąć na to ręką, wyjebać ten problem z głowy i żyć dalej swoim życiem. Jednak nie mogę... a może nie chcę. Sama już kurwa nie wiem. Walczą we mnie dwa głosy, gdzie jeden krzyczy "Pierdol to" a drugi "Daj szansę" i weź tu bądź człowieku mądry i wybierz co słuszne.
Wiem co jest słuszne... jednak czekam aż bohater zrobi krok do przodu i sam da sobie szanse..
Kurwa sama nie wiem co ja pierdole skoro jeszcze wczoraj byłam pewna, że całe ostatnie dwa miesiące to sterta kłamstw i niczego więcej. Jestem w rozsypce bo nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Pierdolona słaba psychika.
Jak ja bym chciała, żeby wszystko się wyjaśniło i żeby On wrócił... taki jakim go poznałam ale żeby się okazało, że jest prawdziwy, że sobie go nie stworzyłam we własnej wyobraźni, że jest nadal tym kochanym czubkiem jakim był.
Kolejny post już dzisiaj.. ofkors dlatego, że jestem w chuj zła, zdezorientowana i kurwa wciąż o tym myślę. Nie popieram upijania się aby zabić kiepski humor ale chyba dzisiaj zaleje pałę.
Za wszystkie wulgaryzmy najmocniej przepraszam ale wkurwia mnie to wszystko.
EDIT: Jak tak to kurwa czytam to wygląda jak by pisały to dwie osoby. A mówiłam, że we mnie dwa głosy krzyczą... mam najebane...
EDIT: Jak tak to kurwa czytam to wygląda jak by pisały to dwie osoby. A mówiłam, że we mnie dwa głosy krzyczą... mam najebane...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz